Przejdź do głównej zawartości

Jaki tynk na twarz i jaki łach na grzbiet.

Dwie wredne istoty; dwa przeciwległe bieguny; dwie okrutnie prześmiewcze wiedźmy - tak mogłabym opisać nas w kilku słowach. Ale o każdej z nas mogłabym też napisać: ambitna dusza artystki. Taka nabyta, bo na pewno nie wrodzona, cecha nas obu. Ja piszę, Anka maluje. Obie talent odkryłyśmy dopiero jako dorosłe kobiety - jako nastolatki błądziłyśmy gdzieś między czymś co próżne a czymś co modne. A więc może powinnam napisać, że talent wypracowałyśmy, a nie odkryłyśmy? Nieważne.
Powzięłyśmy sobie projekt: będziemy prowadzić wspólnie dwa profile (bo na Facebook'u i na Instagramie) i razem będziemy pisać bloga. Po tygodniu zmagań zrozumiałyśmy, że to będzie trudniejsze niż nam się wydawało.


Dziesięcioletnia różnica wieku jest nie do przeskoczenia, choć mówi się, że wiek to tylko liczba - nie tylko liczba. Ale łączy nas jedno - dom, w którym się wychowywałyśmy. Dzisiaj kiedy razem stanęłyśmy przed kamerą nie wiedziałyśmy co powiedzieć. Stałyśmy jak wryte, bo przecież wspomniałam, że to trudniejsze niż by się wydawało. I temat się nie do końca kleił. Ale okazało się, że kiedy weszłyśmy na temat dzieciństwa i czasów nastoletnich - wszystko stało się prostsze. 
Bo przecież obydwie zostałyśmy wychowane w domu, w którym nie wolno było dostać jedynki. Każda ocena poniżej czwórki była karygodna, zatem jedynka była porażką życiową. Jeśli dostałaś jedynkę to jedyną przyszłością jaka na nas czekała było przerzucanie węgla czy kopanie rowów. ALE! Kiedy okazało się, że będę miała egzamin komisyjny w sierpniu (bo byłam buntownikiem na miarę swojego pokolenia) to moja mama miała mentalny zawał. Wtedy czułam, że już nawet rowów nie będę mogła kopać, bo będę już kopać tylko groby. Nic więcej. 

Anka podsumowała to dzisiaj krótkim: rodzice kłamią. Kłamią i to okrutnie. Nawet na temat świętego Mikołaja, Zajączka czy wróżki Zębuszki. Jak można ufać komuś kto przez kilka lat wciska Ci kit, że raz w roku do Twojego domu przychodzi siwy grubas i podrzuca prezenty za darmo? A później dorastamy i dowiadujemy się, że w życiu nie ma nic za darmo - za darmo nawet nie ma wpierd*lu, bo przy okazji zabiorą Ci komórę i portfel. 


Pomimo tego, że dotarło do nas, że wspólne działanie nie jest prostym zadaniem kontynuujemy - będziemy nadal mówić swoją piękną polszczyzną łamaną na wiejską gwarę o tym jaki tynk na twarz nakładać, jaki łach na grzbiet zarzucać i jakie świeczki w Pepco kupować. Bo jeśli chcesz uleczyć naszą pękniętą duszę to zrobisz to tylko pachnącym woskiem świeczek. Uzależnienie przybiera różne formy. 

Szukajcie Sióstr Farbowanych na Facebook'u i Instagramie.

Całuski, Gośka.

Komentarze

  1. Rewelacyjny pomysł :) Takiej kreatywności od Was oczekuję, aż chce się czytać - treść pochłonęłam w kilka chwil!

    Co do czasów dzieciństwa - temat rzeka. Piękny, ale i wymagający okres w życiu.

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie w wolnej chwili.

    lublins.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawie się zaczyna. Witam obie siostry.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz