Przejdź do głównej zawartości

Posty

Krew, zakładnicy, przekupstwa, zastraszanie i cierpienie, czyli "te dni" w pełnej okazałości. [weekendownik]

1) TEMAT TYGODNIA Cały obecny tydzień, podejrzewam, że i kolejny stoi u nas pod znakiem "tych dni" i wszechobecnego buntu. I to nie jest związane z naszym PMS a z akcją  #alwayssensitive , w której zostałyśmy ambasadorkami. Do całego zamieszania włączyłyśmy nasze kochane czytelniczki, dlatego sobotni poranek spędziłam na pakowaniu próbek - już niedługo opublikujemy Wasze odczucia i inne dziwne rzeczy, które nadsyłaliście nam na skrzynkę! 2) ZDROWIE Z całej sekcji kosmetyczno-urodowych spraw dzisiaj na tapecie pojawia się ALGA, a właściwie mix alg. Jest to odkrycie naszej mamy, która jest głównym testerem wszystkich suplementów diety. Jak to z suplementami bywa - nie zawsze działają. Te obrzydliwie zielone tabletki miały oczyścić organizm i powalczyć ze zmęczeniem, a to właściwie idzie w parze: czysty organizm to zdrowszy organizm. Na opakowaniu jest napisane aby nie przekraczać dawki sześciu tabletek w ciągu doby. Bzytka (nowy nick naszej mamy, co by skrócić mówienie o...
Najnowsze posty

Gdyby nasza mama była blogerką i dlaczego WIBO odmieniło życie Anki. [weekendownik]

Nasza mama, o dźwięcznym imieniu Zyta, jest główną bohaterką naszych instagramowych pogadanek. To kobieta huragan.  Tutaj posłuchacie o kulinariach i wybrykach naszej mamy.  Ale najlepsze przecież przed nami - co gdyby rzeczywiście była blogerką? Wszyscy wiedzą, że jej teksty dotyczyły by głównie ogólnego biadolenia. A więc pod jaką nazwą podbijałaby Internet? Anka ogólnie obstawia Bzytkę - cholera wie czemu, ale może na dniach się o tym wypowie. Ja całkowicie nie mam do tego głowy. Gdyby ktoś mi powiedział, tak z rok temu, że będę prowadzić bloga wspólnie z siostrą i do tego opowiadać te wszystkie cuda na kiju to bym mu powiedziała, że powinien się puknąć w głowę i to dość mocno. Fakt, mój osobisty blog trochę na tym ucierpiał, bo próbuję się skupić na tym, żeby jakoś rozkręcić nasze #siostryfarbowane , ale nie potrafię się rozdwoić. Chciałam wprowadzić serię, która wejdzie w krew stałym czytelnikom i oto przedstawiam Wam - weekendownik ! Raz w tygodniu, w jeden z trzech, ...

Dziwne rzeczy, które trzymałyśmy w kuchni.

Kuchnia - miejsce spotkań, które łączy pokolenia. Możesz mieć najpiękniejszy salon z jadalnią jaki istnieje na tym boskim świecie, ale herbata nie będzie w nim smakować tak dobrze jak smakuje wypita w kuchni, kiedy każdy zajął swoje ulubione miejsce. Mama zawsze siadała na krześle obok okna i kaloryfera; brat przy wyjściu; Ania zwykle siedziała na podłodze mimo, że były wolne krzesła, siedziała przodem do stołu, oparta o szafki; a ja siedziałam na kuchennym blacie. Takie rozmowy układały się najlepiej i nie miały końca. Przy okazji zwykle robiliśmy frytki, a nawet tony frytek. Żeby każdy zjadł tyle żeby się najeść trzeba było przerobić radlinę pyrów! Ale kuchnia była też miejscem, w którym trzymaliśmy dziwaczne rzeczy.  W naszej kuchni było pięć szuflad. Każda miała swoje przeznaczenie. Pierwsza od góry była tradycyjnie przeznaczona na sztućce. Druga była od większych kuchennych przedmiotów typu tłuczek; większe noże; nożyczki i inne cuda, których za dzieciaka nie używaliśmy. P...

Kiedy matka jest niedźwiedzicą.

Bywają dni kiedy nie umiemy się same bronić. Odbiera nam mowę; zapiera dech w piersiach, ale w tym bardziej negatywnym sensie. I wtedy wchodzi ona, cała na biało: mama w czystej postaci, której dusza karmi się czystym wk*rwieniem. Ona jest jak wojsko, którego potrzebowałyśmy. Jak armia nieskalanych z Gry o Tron, uzupełniona wojownikami Dothraków i trzema smokami. Nic nie jest w stanie jej powstrzymać. A pod jej skrzydłami my: córki. Kiedy byłyśmy nastolatkami nie umiałyśmy korzystać z jej talentów i darów, bo byłyśmy dość nisko w hierarchii - to my dostawałyśmy opieprz, bo ktoś jej powiedział, że piłyśmy piwo na boisku; ubrałyśmy się jakby lustra w domu nie było albo komuś opustoszyłyśmy działkę ze wszystkich śliwek, truskawek czy innych czereśni. Dałyśmy jej w kość. Cholernie. Jeśli kiedyś będę miała córkę to urwę jej łeb jeśli będzie chociaż w jednej czwartej taka jak byłam ja i Anka. Niech Bóg da mi cierpliwość, bo jak da mi siłę to pół chaty rozniosę. Ale dzisiaj możemy powierzy...

Jaki tynk na twarz i jaki łach na grzbiet.

Dwie wredne istoty; dwa przeciwległe bieguny; dwie okrutnie prześmiewcze wiedźmy - tak mogłabym opisać nas w kilku słowach. Ale o każdej z nas mogłabym też napisać: ambitna dusza artystki. Taka nabyta, bo na pewno nie wrodzona, cecha nas obu. Ja piszę, Anka maluje. Obie talent odkryłyśmy dopiero jako dorosłe kobiety - jako nastolatki błądziłyśmy gdzieś między czymś co próżne a czymś co modne. A więc może powinnam napisać, że talent wypracowałyśmy, a nie odkryłyśmy? Nieważne. Powzięłyśmy sobie projekt: będziemy prowadzić wspólnie dwa profile (bo na Facebook'u i na Instagramie) i razem będziemy pisać bloga. Po tygodniu zmagań zrozumiałyśmy, że to będzie trudniejsze niż nam się wydawało. Dziesięcioletnia różnica wieku jest nie do przeskoczenia, choć mówi się, że wiek to tylko liczba - nie tylko liczba. Ale łączy nas jedno - dom, w którym się wychowywałyśmy. Dzisiaj kiedy razem stanęłyśmy przed kamerą nie wiedziałyśmy co powiedzieć. Stałyśmy jak wryte, bo przecież wspomniała...

O tym jak zamordowałam swoją siostrę.

Miałam osiem lat kiedy wyjechałam na pierwsze wakacyjne kolonie. Pod opiekę mojej rodzince, w tym mojej siostrze, zostawiłam swojego małego kociaka, którego przygarnęłam od kuzynki - wiadomo jak to na wsi, te kotki rozmnażały się szybciej niż króliki to i co tydzień można było mieć nowego. Ale ja chciałam konkretnie tego. Byłam walniętą ośmiolatką, a więc ubzdurałam sobie, że mój kot będzie umiał robić sztuczki. W sekrecie powiem wam, że nie umiał żadnej ale nie to jest ważne. Ważny jest fakt, że gdy z owych kolonii wróciłam to mój kot był... olbrzymi. Serio. Zostawiłam w domu małe kociątko, a po tygodniu odebrałam olbrzyma. Po czasie moja siostra przyznała mi się, że mojego kotka rozszarpał pies sąsiadów, a ona biegała po wsi i szukała identycznego. I znalazła, ale już niestety dorosłego - myślała, że się nie zorientuję, bo przecież byłam na koloniach... zapomniała tylko, że byłam na nich tydzień a nie pół roku. Wtedy w swoich myślach zamordowałam ją po raz pierwszy. Później ...

Kiedy siostry próbują podbić świat...

Jesteśmy dwie. Nieprawdopodobnie niepodobne, choć ludzie widzą w nas setki podobieństw. Patrzymy w lustro i za nic w świecie tego nie widzimy. Może i dobrze. Anka i Gośka. Dziesięć lat różnicy; sto cech, które sprawiają, że nienawidzimy się i kochamy jednocześnie. Jeden projekt - dwie siostry. Obstawiam pogrom w Nowym Roku. Jeśli ja to przeżyję to wpiszę sobie to jako sukces 2019 roku.  Całuski, Gośka