Przejdź do głównej zawartości

O tym jak zamordowałam swoją siostrę.

Miałam osiem lat kiedy wyjechałam na pierwsze wakacyjne kolonie. Pod opiekę mojej rodzince, w tym mojej siostrze, zostawiłam swojego małego kociaka, którego przygarnęłam od kuzynki - wiadomo jak to na wsi, te kotki rozmnażały się szybciej niż króliki to i co tydzień można było mieć nowego. Ale ja chciałam konkretnie tego. Byłam walniętą ośmiolatką, a więc ubzdurałam sobie, że mój kot będzie umiał robić sztuczki. W sekrecie powiem wam, że nie umiał żadnej ale nie to jest ważne. Ważny jest fakt, że gdy z owych kolonii wróciłam to mój kot był... olbrzymi. Serio. Zostawiłam w domu małe kociątko, a po tygodniu odebrałam olbrzyma. Po czasie moja siostra przyznała mi się, że mojego kotka rozszarpał pies sąsiadów, a ona biegała po wsi i szukała identycznego. I znalazła, ale już niestety dorosłego - myślała, że się nie zorientuję, bo przecież byłam na koloniach... zapomniała tylko, że byłam na nich tydzień a nie pół roku. Wtedy w swoich myślach zamordowałam ją po raz pierwszy.


Później wcale nie było lżej. Moja siostra zaczęła zarabiać pierwsze pieniądze i kupiła sobie ślicznego kremowego króliczka. Kochałam go chyba bardziej niż ona. Uwielbiałam kiedy wypuszczała go w pokoju i mogłyśmy bawić się z nim na dywanie. Oprócz faktu, że robił kupki za każdym razem gdy usłyszał dźwięk przejeżdżającego samochodu albo pociągu za oknem, a mieszkaliśmy obok dość ruchliwej drogi i przejazdu kolejowego to było całkiem uroczo. Pewnego dnia tak bardzo go przytuliłam, że biedny królik dostał paraliżu i stracił czucie w tylnych łapkach. W tym momencie to Anka zamordowała mnie w swoich myślach, pewnie nie po raz pierwszy, ale i ja ją zamordowałam, bo wszystkim opowiadałam, że specjalnie skrzywdziłam jej zwierzątko. A przysięgam, że kochałam go bardziej niż ją - choć po tej akcji z kotem kochałam ją znacząco mniej!

Zamordowałam ją również za każdym razem kiedy straszyła mnie opowieściami o duchach i duszach naszych bliskich, którzy błąkali się po naszym mieszkaniu, w które nadal wierzę. Anka i moja mama miały manię słyszenia jak ktoś chodzi po domu; gotuje w garnkach; otwiera szafy; przestawia krzesła. Byłam wtedy małą dziewczynką, więc wszystkie te opowieści były otagowane "tylko nie mów Gosi!" - ale nie przestrzegała tego tylko moja siostra. Kiedy w nocy działy się jakieś niestworzone rzeczy, których nie słyszałam, bo spałam jak zabita moja mama rano wszystko opowiadała Ance. Gdy rano wchodziłam do kuchni, a moja mama z niej wychodziła to Anka witała mnie słowami "MAMA SŁYSZAŁA W NOCY DUCHY - PODOBNO W TWOIM POKOJU". 

Chociaż hitem jest fakt wielkiego oszustwa, które w moje życie wprowadziła ta wiedźma! Dla żartu cały czas mówiła mi, że w sytuacji kiedy np. ktoś leje nam sok i pada pytanie "powiedz kiedy stop" odpowiada się nie "stop" tylko "kiedy". I tak też długi czas praktykowała w naszym domu. "Powiedz kiedy przestać lać zupę" - więc kiedy było wystarczająco odpowiadała "kiedy". Niby zabawne, ale przez dobry miesiąc nie mogłam zrozumieć z czego śmieją się ze mnie w szkole. Bo niby co jest śmiesznego w słowie: kiedy? Tutaj nastąpił mord ze szczególnym okrucieństwem.
Ach, ale był jeszcze epizod ze Złotymi Myślami! To dopiero była jazda! Kojarzycie? Zeszyt  z setką pytań, na które się odpowiadało, wkładało do koperty przyklejonej w owym zeszycie i przyozdabiało całą stronę. W standardzie pytań było: jak masz na imię; do której chodzisz klasy czy twój ulubiony przedmiot. I dokładnie tak brzmiało pytanie. Wcześniej nie wiedziałam, że słowo PRZEDMIOT jest synonimem słowa LEKCJA czy ZAJĘCIA. Poszłam do Anki i pytam: co mam odpowiedzieć w pytaniu o ulubiony przedmiot? Po co ktoś zadaje takie durne pytanie? Ona na to: napisz, że OŁÓWEK. Postarajcie sobie wyobrazić minę właścicielki złotych myśli, kiedy jej je oddałam. Tragedia.

Bycie siostrą oznacza, że mordujesz kogoś w myślach kilkukrotnie w ciągu jednego dnia, ale medal ma dwie strony, a więc i Ty jesteś mordowana. Bycie siostrą oznacza bycie ZOMBIE.

Komentarze