Bywają dni kiedy nie umiemy się same bronić. Odbiera nam mowę; zapiera dech w piersiach, ale w tym bardziej negatywnym sensie. I wtedy wchodzi ona, cała na biało: mama w czystej postaci, której dusza karmi się czystym wk*rwieniem. Ona jest jak wojsko, którego potrzebowałyśmy. Jak armia nieskalanych z Gry o Tron, uzupełniona wojownikami Dothraków i trzema smokami. Nic nie jest w stanie jej powstrzymać. A pod jej skrzydłami my: córki.
Kiedy byłyśmy nastolatkami nie umiałyśmy korzystać z jej talentów i darów, bo byłyśmy dość nisko w hierarchii - to my dostawałyśmy opieprz, bo ktoś jej powiedział, że piłyśmy piwo na boisku; ubrałyśmy się jakby lustra w domu nie było albo komuś opustoszyłyśmy działkę ze wszystkich śliwek, truskawek czy innych czereśni. Dałyśmy jej w kość. Cholernie. Jeśli kiedyś będę miała córkę to urwę jej łeb jeśli będzie chociaż w jednej czwartej taka jak byłam ja i Anka. Niech Bóg da mi cierpliwość, bo jak da mi siłę to pół chaty rozniosę. Ale dzisiaj możemy powierzyć jej każdą złość. Ona wysłucha, przejmie plan bojowy i uspokoi nasze nerwy.
Dzisiaj dzwoniłam do Anki żeby sprawdzić czy głuchy telefon działa i czy informacje nadal rozchodzą się z prędkością światła - ale nie - gdzieś na kablach poszło spięcie i nie wszystko dociera jak wcześniej więc szybko streściłam jej sytuację. "Powstrzymaj tę machinę zła!" usłyszałam w słuchawce i śmiech, który zaczął nieść się po Biedronce, w której kupowałam wino - takie chwile trzeba uczcić.
- Matka to potrafiła doprowadzić do takiego zastraszenia nauczycielki w szkole, że się biedna chowała po pokojach nauczycielskich, a musiała iść do klasy na zebranie z rodzicami! Nie wiedziała jak się przed matką chować. A ta ją po korytarzu goniła, a wychowawczyni jak głupia uciekała! - Śmiała się w głos siostra.
- Taka matka to jednocześnie dar z nieba i czeluści piekieł.
I to ją definiuje: czeluści piekła i lekkie niebiosa. Wychowała nas na twarde babki - bo przecież kiedyś będziemy radziły sobie we dwie, już bez niej. I jestem w stu procentach pewna, że skopiemy każdemu dupę jeśli będzie trzeba.
Pokazała nam jak trzeba żyć, bo wychowała nas na swoich błędach - ale też wpoiła nam wiele rzeczy nieświadomie! I nad nimi rozczulamy się z Anką przy lampce wina. Żartowałam. Przy butelce wódki. Kontynuujemy tradycje alkoholowe w rodzinie.
Dzisiaj z uśmiechem wspominamy kiedy matka dręczyła nas o każdą ocenę poniżej czwórki. Trója była niedozwolona, a co dopiero dwójka, o jedynce nie wspominając. Jeśli dostałaś jedynkę to jedyne co Ci w życiu pozostało to kopanie rowów! Nawet przewrót w przód na zajęciach fizycznych trzeba było robić na celujący i nikogo, a szczególnie jej, nie obchodziło, że tego nie umiesz. Angina? Na tym świecie nie istnieje choroba, która powstrzymałaby ją przed puszczeniem nas do szkoły. Chyba jedynie trąd ale tylko w stadium zaawansowanym. STOP! Krótka dygresja - może i choroba nie istniała, ale gdy dostawałyśmy okres to byłyśmy łagodniej traktowane, bo odziedziczyłyśmy go po niej - tak cholernie bolesny, że mdlałyśmy kucając w szatni. Dramat. W tej sytuacji potrafiła się ulitować. I tutaj zaproszę Was na naszego Instagrama: siostry_farbowane, mamy w wyróżnionych przypięte "oceny" i tam możecie posłuchać co mamy do powiedzenia. Niech ktoś zatrzyma tą karuzelę śmiechu!
Ale do sedna: trafiła nam się prawdziwa matka niedźwiedzica. Bardzo wymagająca wobec nas - uwierzcie, ciężko było czasem sprostać jej wymaganiom wziętym wręcz z dupy; ale w potrzebie była lepszym obrońcom, niż doświadczony ochroniarz na bramce. Kibole mogą oddawać jej cześć i lizać pięty. Takich mam już nie ma i nie będzie, bo ta żelazna kobieta wychowała się w czasach kiedy nie było nic, a wszyscy mieli wszystko - uwielbiam to stwierdzenie, ona często to powtarza.
PS. Ale nadal mamy żal, że ubierała nas jak małe potworki. Wyglądałyśmy jakby nas wyjęto z gardła psów. A spróbowałbyś powiedzieć, że chcesz coś lepszego! Od razu by Cię skwitowała - najważniejsze, że jesteście zdrowi.
Komentarze
Prześlij komentarz